Home

Miasto mojego dzieciństwa- San Juan

Tomasz Sulej

dsc_8084 Gdy miałem ok. 9 lat zaczęliśmy z bratem sklejać modele. Na początku były to plastikowe samoloty i Tata musiał nam dużo pomagać. Potem zaczęliśmy kupować młodego modelarza i sklejaliśmy modele z papieru. Zrobiliśmy ich dziesiątki. Robiliśmy też trochę modeli z drewna.  Pamiętam, że kiedyś mój brat dostał model Fiata 127. W zasadzie to była tylko karoseria, ale za to jak zrobiona! Pamiętam, że mogłem się jej przyglądać godzinami. Była metalowa i chyba stanowiła pełne odzwierciedlenie karoserii prawdziwego samochodu. Każdy element konstrukcyjny był niemal perfekcyjny. Niebieska farba idealnie pokrywała powierzchnię blachy. Nie było żadnych zacieków.dsc_8085 Właśnie z zaciekami miałem dużo problemów podczas malowania swoich modeli. Tu był dla mnie wzór. Takie modele chciałem robić. Często wtedy rozglądałem się na ulicach za Fiatem 127, ale nigdzie nie mogłem go zobaczyć. Moja karoseria była wyjątkowa. Nabrała przez to dla mnie jeszcze większego znaczenia. Tak, była śliczna i doskonała.

Potem zostałem paleontologiem i zjeździłem pół świata badając różne kości w muzeach. Od Porto Alegre w Brazylii, przez Harvard w USA, aż po Kalkutę w Indiach… Niedawno temu znalazłem się w San Juan w Argentynie. I pierwsze co widzę… Od razu go poznałem – Fiat 127. Ten napotkany Fiat obudził we mnie lawinę wspomnień… Ale następnego dnia zobaczyłem kolejnego i jeszcze jednego, a dsc_8289potem już ich nie liczyłem- były wszędzie!… Zaniedbane i dobrze utrzymane- często nawet tuningowane… Proszę sobie wyobrazić co się ze mną działo. Oto całe dzieciństwo marzyłem żeby zobaczyć w realu mojego Fiata 127 i teraz, kiedy znalazłem się w odległym San Juan widzę go. Musiałem aż tutaj trafić by moje marzenie się sfinalizowało. Zrozumiałem też teraz, dlaczego do tej pory nigdzie ich nie widziałem. Cała produkcja szła do Argentyny! I to chyba tylko do San Juan, bo ani w La Rioja, ani w Tucuman czy Buenos Aires ich potem nie zobaczyłem.

dsc_8334Po kilku dniach pobytu w San Juan stwierdziłem, że jest to miasto szczególne. Jakby miasto mojego dzieciństwa. Otóż, gdy miałem ok. 8 lat zbierałem kaktusy… Tak, tak, ten sam chłopiec od modeli, zawsze był pasjonatem i często- gęsto zmieniał swoje pasje. Wstyd się przyznać, ale mając bardzo ograniczone fundusze, pozyskiwałem nowe rośliny do kolekcji (nie tylko kaktusy) godzinami chodząc po klatkach schodowych Ursynowa… Szukałem roślin doniczkowych. Gdy znalazłem jakiś nowy okaz, odłamywałem sobie kawałeczek… Sadziłem go potem w doniczce i stawiałem wśród innych „okazów” na parapecie. Miałem dobrą rękę i większość roślin się przyjmowała. Miałem pokaźną kolekcję kaktusów:-)

dsc_8365Wtedy też zrobiłem z moim starszym bratem interes. Był to interes życia… Gdy już kompletnie zastawiłem swoimi okazami moją część parapetu, zacząłem szukać sposobu jak bratu zabrać jego połowę. Wszystko w  naszym wspólnym pokoju było dzielone na połowy. W końcu nadarzyła się okazja. Mój brat potrzebował do swojego modelu silniczka elektrycznego, akurat takiego, jaki miałem ja… Zaproponowałem, więc zamianę- silniczek za pół parapetu… Mój brat się zgodził. Cały parapet był mój!!!… Najśmieszniejsze, że to ustalenie obowiązywało u nas w pokoju jeszcze długo po tym jak mi się już znudziło zbieranie kaktusów… kulisty-kaktus-wydluzonyAle wracając do kaktusów- w zasadzie większość z nich rozrasta się w ten sposób, że wypuszcza, co jakiś czas nowe odnóżki, a z nich kolejne… Tak przez cały czas. Na pewno znacie kuliste kaktusy, które zawsze są kuliste i rosną bardzo powoli… Czasem się nawet zastanawiałem, czy one w ogóle rosną? Kiedy tak na nie patrzyłem, zapragnąłem zobaczyć je w ich naturalnym środowisku. Jakie tam mają rozmiary? Czy są większe? Po ilu latach wypuszczają rozgałęzienia? Czy zawsze są kuliste, czy raczej wydłużają się ku Słońcu? Te pytania żyły we mnie przez ponad 30 lat… I oto trafiłem do San Juan. dsc_8375W sobotę, gdy muzeum w którym pracowałem było zamknięte, wsiadłem w miejski autobus i pojechałem do najbliższej wsi w górach koło San Juan. W gogle- map znalazłem drogę, która szła w górę i poszedłem w nieznane. Było cudownie. Zupełnie inny świat niż ten, który do tej pory oglądałem gdziekolwiek. Nagie góry, bardzo kamieniste. U ich podnóża zwały kamieni porośnięte jakimiś krzakami. Cały czas szedłem pod górę. Robiło się coraz goręcej i okolica stawała się coraz bardziej sucha. Miejsce krzaków zaczęły zajmować kaktusy… I wtedy zobaczyłem… Kaktusy z mojego dzieciństwa! dsc_8299Kuliste. Niewielkie. Starsze z nich, po latach jednak trochę wydłużone, ale bez dodatkowych odnóżek. dsc_8351Moje kolejne marzenie się ziściło! Znalazłem odpowiedź na moje pytania, w San Juan, gdzieś daleko w Argentynie…I jeszcze jedno, większość z nich  rosła w cieniu większych krzewów, czy też małych drzewek… Inne kaktusy rosły samodzielnie, a te nie… Zawsze pozostawały jakby w cieniu; dlaczego? nie wiem…

Pewnie znowu muszę gdzieś pojechać żeby znaleźć na to odpowiedź 🙂

Tomasz Sulej