Home

Moja Droga

Jarosław Kopaczewski

Gdyby zapytano mnie z czym kojarzy mi się droga, to odpowiedziałbym, że z pracą- z pracą nad sobą… Jak to możliwe, żeby traktować tak drogę? Na pewno domyślacie się, że nie mówię o zwyczajnej drodze, ale mam na myśli książkę- dzieło Św. Josemarii Escrivy pod tym tytułem.
Droga_obrazek 3Po raz pierwszy zetknąłem się z „Drogą” w 1984 roku. Szedłem wtedy w pielgrzymce do Częstochowy w grupie Zielonej. Wśród różnych ruchów: oazowych, neokatechumenatu, harcerzy i innych była również wspólnota młodzieży, która wyróżniała się tym, że posiłkowała się podczas rozmyślań jakąś małą, zieloną książeczką. Ja osobiście używałem wtedy „Naśladowania” Tomasza A’Kempis. Byłem bardzo zainteresowany, co też to jest za książeczka? Pokazali mi ją. Zacząłem czytać. Ciekawa dla mnie samego była moja reakcja… Nie chciałem się wtedy sam przed sobą przyznać, ale byłem wstrząśnięty radykalizmem tych myśli. Tu nie było miejsca na „pływanie” duchowe. Wszystko było postawione jak na ostrzu noża. Z zawodem oddałem zieloną książeczkę i stwierdziłem głośno, że to nie dla mnie. Ja mam Naśladowanie, stary, „sprawdzony w praniu” tekst, który na pewno mnie poprowadzi dobrą drogą. Oddałem „Drogę”, ale w sercu, gdzieś na dnie czaił się żal i tęsknota.
Sześć lat temu „Droga” przypomniała sobie o mnie. Otrzymałem uderzenie, które mną wstrząsnęło. Na kierownictwie duchowym polecono mi rozmyślanie nad punktem czwartym, który brzmiał, cytuję:
„Nie mów: „Taki już jestem… To sprawa mojego charakteru”. Nie, to sprawa braku charakteru. Bądź mężny- esto vir”. Szok był pełny. Charakter, mój charakter to nie jest żadne tabu, żeby nie móc go zmienić. To co złe, a zapewniam, że odkrywałem i odkrywam mnóstwo takich miejsc, to są według Św. Josemarii dziury duchowe. Braki. A braki należy uzupełniać, no i zaczęła się robota na całego:-)

Droga_obrazek 4„Droga” chodziła za mną. Dosłownie i w przenośni. Dosłownie, bo nosiłem ją ze sobą i czytałem, a w przenośni, bo była stale obecna w moich myślach. Skonstatowałem, że jest to również wspaniały tekst do mówienia- czytania. A może by spróbować ją przeczytać… jako audiobook? To dopiero byłby eksperyment. Nikt jeszcze tego nie zrobił. Czy to się uda? Zadanie wydawało się karkołomne. Dziełko jest zbiorem myśli, krótkich rozważań i rad duchowych, nie mających ciągu fabularnego, a jedynie pogrupowanych tematycznie w odpowiednich rozdziałach. Jak tu czytać takie krótkie sentencje, żeby nie zanudzić słuchacza? A do tego każda z tych sentencji jest bardzo głęboka. Jak oddać tę głębię myśli i nie zniechęcić, a raczej idąc za myślą autora- zachęcić słuchacza do czynu i dalszego słuchania „Drogi”? Zacząłem czytać na głos kolejne myśli Św. Josemarii. Czytałem sobie i innym. Próbowałem je delikatnie interpretować. Z takim tekstem lepiej postępować jak z jajkiem- delikatnie, żeby nie zaburzyć treści narzucaniem słuchaczowi swoich myśli- swoich interpretacji. Wszystko szło wspaniale, aż do momentu gdy po raz pierwszy nagrałem się w studio… Tragedia! Słyszę siebie… Napuszonego, momentami rozkazującego, momentami prawie płaczącego, pełnego emfazy! Nie ma tu Św. Josemarii, jestem tylko ja. Nie mam prawa tak mówić do innych, no bo kimże ja jestem… I do tego wkrada się nieznośna interpretacja… Ale przecież ten tekst właśnie taki jest; pełen emfazy, rozkazujący, deklaratywny i uczuciowy- próbuję się sam przed sobą i przed innymi tłumaczyć. Dobrze, może wobec tego zdjąć interpretację, lub podłożyć pod spód muzykę?- podpowiadają życzliwi. Muzyka pod głosem? Nic nie załatwi, może tylko spłycić myśli, zagłuszyć muzykę słów- odpowiadam sobie w myślach- sobie- bo nie chcę urazić przyjaciół. No dobrze, ale jak do tego tekstu podejść? Może warto spytać ludzi, którzy spotkali Św. Josemarię? Spytać też- jaki był, jak mówił, jak się zwracał do nich?…Droga_obrazek 7

-„Delikatność, a jednocześnie stanowczość. Troska o innych, a jednocześnie bezkompromisowość w rugowaniu wad przede wszystkim u siebie, ale i u innych. I zawsze z miłością…”- tyle się dowiedziałem. Ja przecież taki nie jestem!!! Trudna sprawa. Chyba trzeba zacząć delikatnie, a w miarę czytania zacznę może odkrywać te niuanse. I tak dwa lata temu zaczęliśmy wspólnie z Bogdanem Żywkiem w jego Studio 153 „dłubać”. Nagrania odbywały się nieregularnie, ze względu na zajętości Bogdana ale także i moje. Gdzieś koło dwudziestego rozdziału zacząłem „chwytać” właściwy „ton”. Na początku nie chciałem uwierzyć, że to może być to, o co chodzi, ale powoli dojechaliśmy do końca.

Droga_obrazek 1Przesłuchałem nagranie i powiedziałem wtedy Bogdanowi:

– Stary, niestety ale nagrywamy od początku…

– Jak to, przecież nagraliśmy całość!

– Tak, ale dopiero pod koniec złapałem to, o co chodzi:-)

Gdy razem przesłuchaliśmy całość okazało się, że „właściwy ton” pojawił się na szczęście wcześniej, właśnie koło dwudziestego rozdziału. Pozostało zatem nagrać jedynie dwadzieścia rozdziałów od początku.

Gdy wreszcie ukończyliśmy pracę, zaczęło się żmudne wyszukiwanie błędów i poprawianie ich. Teraz „Droga” wychodzi już w postaci płyty. Zamieszczam kawałek, by zachęcić Was do posłuchania w całości i do jej przeżywania. Ciekawe, jaki będzie Wasz odbiór?:-)

Jarosław Kopaczewski