Home

Afryka Południowa- geneza rajskich ogrodów

Tomasz Sulej
Winnice

Region Winnic. Miasteczko Stellenbosch

Region Karoo w RPA jest jednym z najbogatszych w triasowe gady i płazy na świecie. Wykopano tu dziesiątki całych szkieletów najrozmaitszych zwierząt, z których chyba najsłynniejsze są gady ssakokształtne lystrozaury. Wszystkie wykopane szkielety można studiować w miejscowym muzeum. Raj dla paleontologa.

Moja podróż do Kapsztadu w 2002 roku na konferencję dotyczącą ekosystemów lądowych ery mezozoicznej obfitowała w przygody…

Uff, prawie przegapiłem odlot mojego samolotu z odległego terminala na Heathrow w Londynie. W ostatniej chwili złapałem autobus… i jakoś zdążyłem. Moja koleżanka ze studiów, kilka lat wcześniej cały ten odcinek, który pokonałem autobusem przeszła na piechotę (a chodników nie było:) – cóż, nikt nie powiedział dziecku komunizmu, że autobusy między terminalami są za darmo…

widoki pierwszych ludzi

Widoki pierwszych ludzi

Lot miał trwać kilkanaście godzin. Postanowiłem nauczyć się mojego wystąpienia po angielsku na pamięć. Miało to być moje pierwsze wystąpienie w tym języku, więc mocno się stresowałem. Obok mnie siedziała jak się okazało Afrykanerka- czyli biała mieszkanka RPA. Rozmawialiśmy po angielsku i tak miałem okazję trochę poćwiczyć mój angielski. Dziewczyna bardzo dużo opowiadała o życiu na prowincji, o relacjach z murzynami, z którymi miała dużo negatywnych doświadczeń, i o wielu innych ujemnych skutkach zniesienia apartheidu. Niestety sam też ich później doświadczyłem. W pewnej chwili przerwaliśmy rozmowę aby podziwiać absolutnie cudowny wschód księżyca nad Afryką. Wielki pomarańczowy spodek powoli unosił się na niebie – naprawdę niesamowite.

Gdy wychodziliśmy z samolotu, uderzyło w nas gorąco i duchota. A przecież to była ich zima. Na lotnisku czekał na mnie Pan Zbyszek właściciel pensjonatu, w którym miałem mieszkać. Miałem co prawda załatwione dofinansowanie z Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej i teoretycznie mogłem pozwolić sobie na hotel, ale gdy wykupiłem bilety okazało się, że podczas przeliczania waluty pomyliłem się o jedno zero. Nie miałem więc dość pieniędzy na hotele, a te są stosunkowo drogie w Kapsztadzie. Jak tylko zorientowałem się w swojej pomyłce zacząłem szukać kontaktu z polską ambasadą i z Polonią w Kapsztadzie. Szczerze przyznałem się im do błędu. Przez parę dni chodziłem mocno zestresowany, ale dość szybko otrzymałem pomoc. Zaproponowano mi mieszkanie w pensjonacie prowadzonym przez polską rodzinę za naprawdę niewielkie pieniądze.

Poszliśmy na parking, pan Zbyszek pokazał mi Volkswagena którym po mnie przyjechał, po czym wskazał mi drzwi po prawej stronie, żebym wsiadał, a ja osłupiałem. Co za życzliwość i zaufanie, dopiero się poznaliśmy. Jestem w obcym kraju a już mogę prowadzić samochód. Zupełnie mnie zatkało. Zacząłem coś tam mamrotać. Pan Zbyszek zaś wsiadł spokojnie z drugiej strony i odpalił silnik. ???? Acha, przecież w RPA jest ruch lewostronny. Uff. Odetchnąłem z ulgą. Pan Zbyszek to skomentował:

– kiedyś wszędzie był ruch lewostronny, gdyż jest on naturalny dla praworęcznych ludzi. Rycerze w pojedynkach zawsze mijali się z prawej strony, bo walczyli prawymi rękami. Dokładnie tak samo jak dziś panowie idąc z naprzeciwka chcą sobie podać rękę. To Napoleon w pasji zmieniania wszystkiego co tylko można, zmienił także kierunek ruchu ulicznego. Niestety, na trudniejszą wersję. Zachwyciłem się potężną górą, która wznosi się nad Kapsztadem. Pan Zbyszek mi odpowiedział:- Ma płaski jak stół „szczyt” i nazywana jest Górą Stołową. Są tam dość łatwe szlaki, może zechce się Pan na nią wspiąć…-

Góra Stołowa

Góra „Głowa Lwa” koło Kapsztadu

Szlak na Górę Stołową

Szlak na Górę Stołową

Dość szybko dotarliśmy do pensjonatu. Choć było już trochę późno, postanowiłem iść za ciosem i wdrapać się na polecaną przez Pana Zbyszka Górę. Po drodze na płaski szczyt przeżyłem szok. Zbocze było porośnięte z rzadka roślinnością. Rosło tu wiele pięknych kwiatów i krzewów, a ja absolutnie żadnego nie rozpoznawałem… Wszystkie były piękne, egzotyczne i zachwycające, ale dla mnie zupełnie nowe. Jak się później dowiedziałem, tutejsza flora ma najbliższych krewnych w Australii i Polinezji. Wiele tych grup powstało w czasie, gdy Afryka i Australia były jeszcze ze sobą połączone. Co jeszcze bardziej ciekawe, to właśnie w okolicach Kapsztadu archeolodzy odkopali najstarsze ślady działalności Homo sapiens sprzed 76 tysięcy lat. Przypuszcza się, że właśnie w tutejszych jaskiniach ludzie dzięki dostępności owoców morza przeżyli kataklizm, który musiał wtedy dotknąć gatunek człowiekowatych. Skutkował on gwałtownym spadkiem populacji. Być może, że wszyscy jesteśmy ich potomkami. Może „Rajski ogród” zapisany w pamięci ludzkiej wywodzi się właśnie z tych zachwycających, naturalnych ogrodów na Górze Stołowej?

Góralka odwr

Góralka

Dotarłem do schroniska- hoteliku położonego w najlepszym punkcie widokowym Góry. Turyści dokarmiali właśnie małe włochate zwierzątka wielkości kota domowego. Najbardziej przypominały mi świnki morskie. Poinformowano mnie, że są to „góralki”- ssaki najbliżej spokrewnione ze słoniami niż z jakimikolwiek innymi ssakami – stwierdzono to na podstawie podobieństwa ich genów.

– Tak- pomyślałem- te geny, to jednak bardzo biologom pokomplikowały życie.

To się nazywa być pod opieką Opatrzności. Moja pomyłka walutowo- matematyczna okazała się zbawienna w skutkach. Gospodarze byli tak mili, że z racji mojego pobytu w ich pensjonacie zorganizowali spotkanie z tutejszą Polonią, a także dowozili mnie codziennie do centrum konferencyjnego.

Centrum z Ratuszem z prawej

Centrum Kapsztadu. Po prawej Ratusz

Była to pierwsza konferencja zagraniczna, na której wygłaszałem referat. Byłem bardzo zadowolony, że mogę badaczom z całego świata opowiedzieć o moich odkryciach. Jedną z uczestniczek konferencji, spotkałem później w Indiach- jej macierzystym kraju. Zapytałem ją, czy pamięta moją prezentację. Odpowiedziała, że: – owszem zapamiętała ją, a zwłaszcza tło moich slajdów… – było błękitne jak niebo- wyznała. Wyjaśniłem jej, że było to sklonowane zdjęcie fragmentu kręgosłupa gada, na błękitnym tle… Choć nie był to imponujący wynik mojego wystąpienia, to myślę, że i tak było warto. Poznałem wielu moich obecnych kolegów. Doświadczyłem otwartości i życzliwości ludzi nauki. Większość znała się z wcześniejszych konferencji. Ja byłem tu nowy. W dodatku z kraju, który jeszcze do niedawna leżał za żelazną kurtyną. Prócz mnie był jeszcze jeden profesor z Polski. Byli też naukowcy ze Słowacji i Czech. W naturalny sposób łączyliśmy się w grupy w zależności od zainteresowań badawczych. Raz, nasza grupka osób zajmujących się triasem postanowiła wybrać się na wycieczkę. Pojechaliśmy samochodami na obiad, do pobliskiego, pięknie położonego, górskiego miasteczka. I choć zwykle naukowcy mają w stosunku do siebie dość duży dystans, to tego dnia bariery jakby zupełnie zniknęły. Byłem szczęśliwy. Mogłem nawiązać bliskie relacje ze znanymi badaczami z Anglii, Australii, Francji i innych krajów. Wspaniałe przeżycie.

Muzeum Przyrodnicze

Muzeum Przyrodnicze w Kapsztadzie

My paleontolodzy jesteśmy jednak specyficzni… W jednym z pokoi muzeum przyrodniczego w Kapsztadzie odkryłem wiszącą na ścianie sentencję: – By tu pracować nie trzeba być szalonym, ale to pomaga-

Raz wybrałem się na samotny spacer do lasu.Uprzedzano mnie, że dla białych miasto jest bezpieczne tylko do godziny 17. O tej porze należy się schronić do specjalnie wydzielonej strefy bezpieczeństwa- niewielkiego dystryktu z restauracjami i hotelami. Kręci się tam zawsze dużo strażników i policji i rzeczywiście jest bezpiecznie. Niestety, mój spacer trochę się przedłużył i gdy wybiła 17-ta znajdowałem się jakiś kilometr od tej strefy. Gdy śpiesznie maszerowałem w jej kierunku, podbiegł do mnie młody chłopak- murzyn i chciał pieniędzy. RPA jest krajem o największej przestępczości. W pierwszym odruchu odpowiedziałem, że „nie mam”- bo przecież nie dam mu pieniędzy tak po prostu, tylko dlatego, że mnie pyta. Z zasady nie daję pieniędzy żebrzącym na ulicy. Murzyn złapał mnie za koszulkę i przyłożył nóż do brzucha. Poczułem, że trochę mięknę. Na szczęście byłem przygotowany na taką ewentualność. W tylnej kieszeni trzymałem banknot, który mógł uratować życie. Powoli go wyjąłem i podałem chłopakowi. Wziął. Popatrzył chwilę taksując uważnym spojrzeniem. Czy aby nie mam więcej ukrytych pieniędzy?… i wskazał drogę. Byłem wolny. Gdyby nie rada przyjaciół- Polaków mieszkających na stałe w Kapsztadzie – już bym może do Polski nie wrócił… Czym prędzej umknąłem do strefy bezpieczeństwa. Już się więcej nie spóźniłem.

Winnice 2

Winnice

W drodze powrotnej dostałem w samolocie miejsce obok murzyna… Rozmawialiśmy. Bardzo pobożny. Nie ukrywał swojej wiary w Chrystusa. Bardzo miły człowiek.

Tomasz Sulej