Home

Spotkanie, na którym nie byłem…

Jarosław Kopaczewski

Niedawno zaczął się robić ruch w środowisku moich byłych kolegów i koleżanek z klasy licealnej. Wystąpiła jakaś dziwna tęsknota do spotkania się i powspominania. Zaangażowałem się w poszukiwania kolegów przez internet, wszak dużo lat minęło. Często zmieniali miejsca zamieszkania, poprzenosili się do innych miast, a niektórzy jeszcze dalej… Gdy już wszystko zmierzało ku finalizacji spotkania zastanowiłem się poważnie nad moim udziałem. Spojrzałem na nie z pewnym dystansem.  Moi koledzy mają już dorosłe dzieci, a moje dopiero są aktualnie wychowywane. Mam, jakby to powiedzieć, inne problemy na głowie… Nie będę miał z nimi wspólnych tematów…Kótko mówiąc nie widziałem celu- dlaczego ja mam się tam pojawić. I nie poszedłem…

Spotkanie się odbyło. W jednej z lepszych restauracji na Starym Mieście. Jeden z kolegów był nawet fundatorem. Pojawiła się też na nim oczekiwana przez wszystkich koleżanka- osiadła we Francji na Lazurowym Wybrzeżu. Ona to pierwsza zamieściła zdjęcia ze spotkania. Szybko utworzył się FTP, na którym można było je pooglądać. Kolejni uczestnicy umieszczali swoje fotosy. Patrzyłem na twarze kolegów i koleżanek i … nie poznawałem ich. Wpadłem w lekki popłoch- jakbym sobie poradził z rozpoznaniem ich, gdybym tam był. Jednocześnie poczułem ulgę, że mnie tam nie było. Sprawa była w zasadzie zamknięta. Odstałem od tego środowiska i nie mam co się dalej tym zajmować. Jednak, ponieważ wciągnięty zostałem na listę poczty mailowej grupy, co parę dni przychodziły nowe wiadomości. Głównie były to podziękowania uczestników dla fundatora i kolegów za udział w spotkaniu. No i zdjęcia. Prawie każdy zamieszczał swoje. Przyglądałem się kolejnym ujęciom postaci uczestników i powoli zacząłem rozpoznawać twarze kolegów i koleżanek. Na jednym zobaczyłem charakterystyczny uśmiech kolegi, który pamiętałem sprzed lat, na innym ożywioną twarz koleżanki- taką jak ją zapamiętałem z wycieczki klasowej…

Na twarzach dorosłych ludzi „po przejściach” zaczęły się przebijać jak promyki słońca ich dziecięce uczucia, reakcje, myśli… Maski, które narosły przez lata w niewiadomych dla mnie okolicznościach, kóre też czyniły ich nierozpoznawalnymi, na ten jeden ulotny moment straciły swój wyraz.

Zastanowiłem się, jak też widzi nas Bóg? Czy poznaje nas? Rozpoznaje? Po czym? Może właśnie po tym promyku dziecięcości, który kryje się pod maską nierozpoznawalną dla Niego…

Jarosław Kopaczewski