Home

Kongres- reprezentacja kobiet?

Marta de Zuniga

W maju odbył się szósty Kongres Kobiet, coroczne spotkanie gromadzące kilka tysięcy uczestniczek, uznawane za najbardziej wpływowe środowisko kobiece w Polsce. Do jego sukcesów należą parytet na listach wyborczych oraz tzw. suwak, czyli umieszczanie kobiet i mężczyzn na przemian, a przede wszystkim to, że głos kobiet jako grupy społecznej stał się w przestrzeni publicznej bardziej słyszalny.

Jednak choć Kongres deklaruje, że jest ponadpartyjną inicjatywą Polek i aspiruje do roli reprezentanta ich interesów, to uznawać go należy raczej za instytucję rzeczniczą albo ruch społeczny o określonym profilu ideowym. Gdyby tak nie było, postulaty światopoglądowo sporne nie stanowiłyby większości punktów na liście postulatów politycznych przedstawionych w tym roku goszczącemu na Kongresie Premierowi, do których należały szybka ratyfikacja Konwencji Rady Europy o zapobieganiu przemocy wobec kobiet, przywrócenie prawa do kontrolowania własnej rozrodczości, uchwalenie ustawy o związkach partnerskich i wprowadzenie do szkół edukacji seksualnej.

Byłoby inaczej, gdyby Kongres koncentrował się na problemach życia codziennego Polek. Pod postulatami takimi jak: równa płaca za równą pracę czy poprawa ściągalności alimentów mogłoby się podpisać większość kobiet, podobnie jak pod żądaniem lepszej opieki okołoporodowej, w tym bardziej dostępnych znieczuleń, refundowanych szczepionek i łatwiejszego dostępu do świadczeń medycznych dla dzieci albo wprowadzenie bonu opiekuńczego lub innych rozwiązań finansowo odciążających kobiety wychowujące dzieci.

Być może byłoby to możliwe, gdyby Kongres wprowadził bardziej demokratyczne procedury wyboru priorytetów, o które zabiega. Obecnie szeregowe uczestniczki Kongresu nie głosują na najważniejsze ich zdaniem postulaty, a ich listę ustalają liderki. Co więcej w gronie decyzyjnym Kongresu – radzie programowej – nie działa ani jedna przedstawicielka nieco bardziej konserwatywnych poglądów.

Kongres Kobiet sprawił, że solidarność kobieca staje się modna i to duża zasługa. Jednak naiwnością byłoby myśleć, że spory ideowe nie dzielą kobiet w ten sam sposób, w jaki dzielą mężczyzn. Wedle klasycznych klasyfikacji nurtów Kongres reprezentuje przede wszystkim idee utożsamiane z tzw. nową lewicą oraz liberalne, reprezentowane przez biznesowe środowisko Lewiatana. Przedstawicielki tego drugiego przekonują na przykład, że „matka to nie zawód” i w związku z tym kobietom, które decydują się na pracę w domu i wielodzietność nie powinno przysługiwać wsparcie finansowe państwa. Kongres, ustami swoich prominentnych liderek, jednoznacznie odcina się też od religii, szczególnie instytucjonalnej, przeciwstawiając sprawę kobiecą Kościołowi, czym właściwie wyklucza ze swoich szeregów wierzące Polki.

Kongres można krytykować, ale jak każdy wędrowiec, ma przecież prawo iść swoją drogą. Być może przy okazji uda mu się zresztą przeforsować ważne z punktu widzenia rodzin sprawy żłobków, bonu opiekuńczego i sytuacji kobiet na rynku pracy. W tym roku ciekawy panel zatytułowany „wściekłe matki” wziął pod lupę panoramę problemów, z jakimi zmagają się polskie matki oraz oczekiwania, jakie mają wobec państwa.

Dla mnie dużo ciekawsze jest jednak pytanie o to, dlaczego większość kobiet milczy, zaprzątnięta na co dzień sprawami zawodowymi i rodziną? Co sprawia, że nie są w stanie podjąć próby zorganizowania alternatywnego wobec Kongresu środowiska kobiecego? Dlaczego kobiety, które w Kościele odnajdują swoje miejsce nie potrafią sformułować swoich postulatów dotyczących polepszenia sytuacji kobiet w Polsce i podjąć nowoczesnych inicjatyw kobiecych? Czy rzeczywiście mają poczucie, że zmaskulinizowane środowiska konserwatywnych polityków wystarczająco dobrze reprezentuje sprawy bliskie ich codziennemu życiu?

Kobiety tzw. starej lewicy związanej z SLD stworzyły swój Kongres, miejmy nadzieję, że coś pozytywnego, nowoczesnego i pragmatycznego pojawi się też w centro-prawicowej przestrzeni kobiecego wymiaru polityki.

Marta de Zuniga