Home

Katoliczki zabierają głos

Marta de Zuniga

Breaking throughZ inspiracji feminizmem katolickim powstała w 2012 roku ciekawa, choć dotąd nieprzetłumaczona książka Breaking Through. Catholic Women speak for Themselves pod redakcją amerykańskiej profesor prawa Helen Alvaré, która jest też doradcą Konferencji Episkopatu USA oraz konsultantem Papieskiej Rady ds. Świeckich. Książka jest warta uwagi, ponieważ podważa  stereotypową, lewicową tezę o niewyemancypowanych i żyjących w patriarchalnych relacjach rodzinnych katoliczkach.

Breaking Through to głosy 9 kobiet, na co dzień konfrontujących naukę kościoła z rzeczywistością społeczną, którą aktywnie współtworzą. Nie są to eseje teoretyczek, lecz osób zmuszonych do uczciwej weryfikacji katolickiej nauki poprzez sprowadzenie jej do poziomu codziennych realiów. Uczciwość to zresztą słowo, które dobrze charakteryzuje ten zbiór tekstów. Autorki nie podejmują się przekonywania do doktrynalnych racji Kościoła, lecz opisują swoje doświadczenia życiowe i dokonywane w wolności sumienia wybory, uczciwie rozliczając tych wyborów konsekwencje.

Jednym z głosów jest tekst ginekolog Marie Anderson, która opisuje stopniową i bolesną ewolucję swojego osobistego i zawodowego stanowiska wobec antykoncepcji i aborcji, które dziś zgodne jest w pełni ze stanowiskiem Kościoła.  Inna lekarka Michelle Cretella obok analiz naukowych przedstawia swoje doświadczenia w pracy z pacjentami doświadczającymi pociągu seksualnego wobec osób tej samej płci.

Ciekawy jest tekst, w którym Rebecca Cherico opisuje doświadczenia wiernych z diecezji dotkniętych skandalami pedofilii wśród duchownych. Wskazuje na olbrzymi kryzys zaufania jaki był wówczas udziałem katolików. Rozważając strategie naprawcze tego stanu rzeczy, podkreśla szczególną rolę wierzących kobiet, które jej zdaniem, inspirując się Katarzyną ze Sieny, nie powinny pozwalać sobie na pozę posłuszeństwa maskującego bierność lecz aktywnie uczestniczyć w odbudowie wspólnoty kościoła.

W dyskusję z modelem „50 na 50” w podziale prac domowych, wchodzi natomiast Mary Devlin Capizzi, waszyngtońska prawniczka i matka sześciorga dzieci. Ona i jej maż-naukowiec (podobnie jak ona katolik), przyjęli nietypowy, lecz optymalny dla ich wielodzietnej rodziny model. W związku z tym, że jej pensja kilkakrotnie przewyższała zarobki męża, to ona przyjęła rolę głównego żywiciela, podczas gdy on wziął odpowiedzialność za życie rodzinne, którą to odpowiedzialność sprawnie łączył z bardziej elastycznymi wymaganiami pracy akademickiej. Capizzi nie ukrywa, że niekiedy sytuacja ta wywoływała napięcia i konflikty małżeńskie. Mówi jednak, że dzięki pewności, iż obie strony wspólnie budują rodzinę a nie własne ego, wychodzili z tych prób zwycięsko.

Helen Alvare

Wreszcie dwa teksty Helen Alvaré tłumaczą jej zainteresowanie feminizmem i nauką Kościoła jednocześnie. Wychowana w katolickiej rodzinie, sens macierzyństwa odkryła późno. Ceniła sobie raczej osiągnięcia emancypacji i to prestiżowa kariera akademicka, a nie dzieci wydawały jej się źródłem życiowej satysfakcji. Szczerze przyznaje, że pochłonięta pracą intelektualną nie odczuwała instynktu macierzyńskiego i początki bycia matką nie miały nic wspólnego z rozkoszą matek pokazywanych w reklamach kaszek i pieluszek. Dziś z perspektywy matki trojga dzieci i cenionej, aczkolwiek także ze względu na swój katolicyzm nierzadko kontestowanej intelektualistki, twierdzi z przekonaniem, że dzięki dzieciom nie tylko czuje się spełniona, lecz również lepiej i z większą satysfakcją wykonuje swój zawód. Drugi temat, który porusza dotyczy sytuacji samotnych matek, których odsetek w nowoczesnych społeczeństwach nieustannie wzrasta. Otoczenie życzliwym zrozumieniem i realną pomocą kobiet znajdujących się w tak trudnym materialnie, emocjonalnie i wychowawczo położeniu powinno być jej zdaniem jednym z priorytetów działalności społecznej członków kościoła.

Choć autorki Catholic Women speak for Themselves są Amerykankami, ich charakterystyczny pragmatyzm w sprawach wiary może być równie ciekawy dla Polek, które coraz częściej zadają sobie pytanie, czy katoliczka może być feministką i o jakiego rodzaju feminizm może tu chodzić. Alvaré odwołuje się do „nowego feminizmu” Jana Pawła II i  encykliki „Deus Caritas Est” Benedykta XVI jako swoich ideowych inspiracji, jednak nie definiuje czym katolicki feminizm jej zdaniem jest, a czym nie jest i takiego teoretycznego elementu, czytelnikowi w tym zbiorze zabraknie. Tym niemniej fakt, że bohaterki książki nie są ani podziwianymi kobietami z pierwszych stron kolorowych czasopism, ani też wzorami, które kobiety en bloc chciałyby naśladować, może wskazywać na to, że drogi kobiet w kościele są różne a „nowy feminizm” nie polega na konstruowaniu gotowych schematów emancypacji, lecz promuje indywidualne i niepowtarzalne „herstories”, by zainspirować wierzące kobiety do odważnego udziału w kształtowaniu swej przestrzeni prywatnej i publicznej oraz dobitniejszą artykulację spraw, które leżą im na sercu.

Marta de Zuniga

Mówmy w swoim imieniu

-z prof. Helen Alvaré, redaktor książki Breaking through. Catholic women speak for themselves, rozmawiają Marta de Zuniga i Marta Ponikowska

M.P.: W swojej najnowszej książce pisze Pani, że współczesne kobiety konfrontowane są ze skomplikowanymi pytaniami, z jakimi nie musiały radzić sobie ich matki oraz babki i w związku z tym często czują się zagubione. Jakie pytania ma Pani na myśli?

H.A.: Kobiety muszą przede wszystkim odpowiedzieć sobie na pytania: jak dzielić czas i energię pomiędzy pracą w domu i z dziećmi a pracą poza domem? Czy w ogóle wyjść za mąż, a jeśli tak, to w jakim wieku? Czy zdecydować się na dzieci, a jeśli tak, to w małżeństwie czy też poza nim? Czy zdecydować się na związek nieformalny, który nie niesie ze sobą takich korzyści, jak małżeństwo? Czy uczynić fundamentem własnego życia stabilne i trwałe małżeństwo?

Helen Alvare

M.P.: A jednak twierdzi się, że współczesna kultura pomaga kobietom przeżyć swoje życie w pełni i cieszyć się kobiecością.

H.A.: Nie zgadzam się z taką oceną rzeczywistości. Rewolucja seksualna pociągnęła za sobą skutki wywołujące niezadowolenie, a nawet złość u ogromnej większości kobiet. Nie ziściła się obietnica „rozkwitu wolności osobistej”, którą miał jakoby zagwarantować uwolniony od brzemienia prokreacji seks. Naukowcy, coraz częściej nie boją się mówić otwarcie o tym, że „cesarz jest nagi”. I to zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Przy czym, nie kierują się tu żadnymi pobudkami religijnymi. Bardzo żywa debata w popularnych mediach, podejmująca ten temat jest dobrym znakiem. Nie jest to wciąż zwycięstwo kobiet, ale na pewno to dobry znak.

M.Z.: Pisze Pani, że bycie katoliczką w amerykańskim społeczeństwie nie jest łatwe, ale jednocześnie postawa katoliczek jest dla wielu intrygująca.

H.A.: Dzieje się tak, ponieważ należymy do Kościoła, którego hierarchia jest męska. Także nauczanie Kościoła– zwłaszcza w odniesieniu do seksu, rodzicielstwa, małżeństwa i rodziny – jest w większości odrzucane przez środowiska uchodzące za klasę intelektualną w Stanach Zjednoczonych. Jeśli my kobiety jesteśmy „w Kościele”,  uznaje się nas za głupie. Jeśli z niego odchodzimy, otrzymujemy pochwały.

M.Z.: Marie Anne Slaughter w swoim artykule „Dlaczego kobiety nadal nie mogą mieć tego wszystkiego?” i Sheryl Sandberg w książce „Włącz się do gry” rozważają istotne dla dzisiejszych kobiet problemy.  Są to między innymi- godzenie życia zawodowego z prywatnym, różnice w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn oraz tzw. szklany sufit. Czy chrześcijanki nie powinny aktywniej uczestniczyć w debatach publicznych wywoływanych przez współczesne kobiety?

H.A.: Chrześcijanki wykonują bardzo ważną pracę działając w wielu organizacjach na poziomie międzynarodowym i krajowym. Aktywizują się w gremiach regionalnych i globalnych poprzez grupy zainteresowań  i grupy kościelne. Ciągle jednak pozostają w cieniu działań osób lub grup nie podzielających ich światopoglądu. Powodem jest nierzadko fakt, że grupy chrześcijańskie nie są wystarczająco duże czy dostatecznie dobrze finansowane. Byłoby również lepiej, gdyby mogły korzystać z konkretnego, trwałego i solidnego wsparcia księży i biskupów.

M.P.: A co dokładnie oznacza postulat, by katoliczki odważniej mówiły „w swoim imieniu”?

H.A.: „Mówienie w swoim imieniu” zaproponowałam niektórym kobietom wypowiadającym się tak, jakby reprezentowały nas wszystkie. Tymczasem nie podzielają one ani światopoglądu ani też wiary kobiet katolickich. A co za tym idzie nie zgadzają się z tezą, że kobieta ma naturę, która jest różna od męskiej, ale jednocześnie radykalnie równa w oczach Boga. Kobiety te są zorientowane nie wspólnotowo, lecz indywidualistycznie. W zbyt dużym też stopniu przykładają wagę do tego, co materialne, pomijając to, co duchowe i osobowe. Duży wpływ wywiera wciąż pewna wąska grupa przypisująca sobie prawo do mówienia w imieniu wszystkich kobiet. Kobiety te nie mówią o nas. Katolickie kobiety muszą tę sytuację zmienić.
M.Z.: Jan Paweł II ukuł termin „nowy feminizm”. Czy uważa Pani, że rzeczywiście potrzebujemy dziś chrześcijańskiego feminizmu?

H.A.: Tak, tak sądzę. Słowo feminizm wywołuje w wielu osobach natychmiastową niechęć, mimo to uważam, że odpowiedź brzmi „tak”. Potrzebujemy chrześcijańskiego feminizmu w kontekście próby ustalenia roli kobiet w sferze publicznej i prywatnej, wynikającej z faktu bycia kobietą oraz z potrzeb świata. Wciąż nie przezwyciężono do końca niektórych stereotypów myślenia dotyczących kobiet. W ich świetle kobiety są bardziej „cielesne” i mniej racjonalne niż mężczyźni.

Staramy się pokazać, że szczególny dar kobiety polegający na „tworzeniu miejsca dla osoby” jest cenny we wszystkich możliwych sferach życia ludzkiego- w ekonomii, polityce, biznesie, nauce czy mediach… nie tylko w przestrzeni prywatnej. Dokładamy też starań, by przedstawić kobietom drogę inną od kopiowania zachowań mężczyzn- ich „grzechu pierworodnego”- chęci dominacji niepowiązanej z wystarczającym szacunkiem dla osoby. Staramy się pokazać drogi dla kobiet jako kobiet. Polemizujemy z poglądem, że nie ma dla kobiet dróg odmiennych. Że nie istnieją „komplementarne” względem męskich dążenia. Wszystkie te zadania pozostają w kręgu nowego feminizmu.

M.Z.: Wiemy, że kobiety były historycznie „wpisane” w sferę prywatną. Jasno to widać gdy czyta się Arystotelesa czy Tukidydesa lub poznaje dzieje starożytnej Grecji i Rzymu. Dlaczego zatem za głównego winnego sytuacji podporządkowania kobiet i ich doktrynalnego ciemiężyciela uznaje się Kościół Katolicki?

Helen Alvare

Rządy wielu krajów nie poświęcają wystarczającej uwagi dzieciom, jeżeli nie liczyć gołosłownych, pro-dziecięcych deklaracji. Tak samo ruch kobiecy. Gdy dzieci stają się mniej ważne, wówczas spada w postrzeganiu społecznym wartość więzi pomiędzy kobietami a dziećmi. To z kolei powoduje, że oddanie się kobiet wychowaniu dzieci staje się niepopularne. Zaczyna maleć dzietność społeczeństw. Kościół sprzeciwia się takiej logice i jest za to krytykowany.

M.P.: Czy, według Pani, mówienie o prawach kobiet jest w ogóle uzasadnione? Niektórzy argumentują, że jest to partykularyzm, ponieważ prawa mają wszyscy, nie tylko kobiety. Inni postulują, by zastąpić je prawami rodzin albo rodziców.

H.A.: Prawa kobiet są po prostu prawami człowieka. I tak np.; prawo do równości, godności, niedyskryminacji , szacunku, do życia, godnej pracy itd. są także prawami kobiet. Wszyscy ludzie na równi mają takie same prawa. Ale należy także powiedzieć, że są sytuacje, w których kobiety bywają traktowane inaczej niż mężczyźni, a nawet wręcz źle. I to przemawia za powołaniem do istnienia ruchu zorientowanego szczególnie na „prawa kobiet „. Sądzę, że bez trudu można dostrzec uznanie tej potrzeby w nauczaniu Jana Pawła II, w „Liście do kobiet” z 1995 roku. Jeżeli kobiety są wykluczane na podstawie fałszywych przesłanek (np. dotyczących ich inteligencji), jeżeli prawo nie dostrzega ich szczególnej roli w rodzicielstwie, jeżeli nie ma dla kobiet i ich macierzyństwa społecznej afirmacji i wsparcia, to nadal jest miejsce na program walczący o „prawa kobiet”.

Istotną cechą programu jest jego odniesienie się do relacji występujących w środowiskach, w których kobiety funkcjonują. Wszystkie dobre programy broniące praw człowieka biorą pod uwagę ten aspekt. Uznanie prawa dzieci do życia, dobrego odżywiania i zdrowia, prawa rodzin do wsparcia ze strony państwa, prawa ludzi do uczciwej, godziwie opłacanej pracy – wszystko to wspomaga także prawa kobiet do zdrowego macierzyństwa, do życia rodzinnego, do możliwości zawarcia małżeństwa i do zapewnienia jego trwałości.

Tłum. dr Dorota Stasiak

Marta de Zuniga

Marta Ponikowska